George Conway – żałosny komediant.

Opublikowano: 12.09.2020 r.

Autor: Barbara Neumann

George Conway płacze, byśmy się mogli śmiać. Nic dziwnego, że przy takim, pożal się Boże ojcu, córka się znarowiła.

George Conway, anti-Trumper i współzałożyciel antytrumpowego „Lincoln Project”, mąż Kellyanne Conway, do niedawna doradczyni prezydenta, stworzył filmik, eksploatujący obsesyjne tezy o chorobie psychicznej Donalda Trumpa.
I tak w filmie Conway ma dowodzić dziewięciu symptomów potwierdzających niestabilność umysłową prezydenta.

Zbieranina psychologów czy psychiatrów, naruszając własne zasady zwane zasadą Goldwatera, produkuje się, tak jak robi to od 2016 roku, by wykazać, że Trump jest „unfit”, opierając się zapewne na benchmarku „fit” Bidena.
Ponoć zasada Goldwatera nie dotyczy Trumpa, więc Conway ogłasza Światu, że Trump ma narcystyczne zaburzenia osobowości.
I Conway święcie wierzy, że Świat go posłucha.
Biedak. Ale przynajmniej fachowców ma pod ręką.

Goldwater Rule / Zasada Goldwatera
Zasada sformułowana przez American Psychiatric Association po skandalu z udziałem dwóch tysięcy amerykańskich psychiatrów, z których połowa orzekła, że Barry Goldwater, republikański kandydat na prezydenta, nie ma kwalifikacji na ten urząd z powodu osobowości paranoicznej.
Zasada, generalnie, uznaje za nieetyczne diagnozowanie jakichkolwiek zaburzeń psychicznych bez zachowania stosownych procedur, w tym osobistego badania.
Zasadę w 2016 roku złamało ponad 2.600 amerykańskich psychiatrów i psychologów, „diagnozując” u Donalda Trumpa „zaburzenia egocentryczne, narcyzm i brak empatii”.
Diagnoza sama w sobie sprawia wrażenie jakby była dobitnym dowodem na postawienie diagnozy tej samej treści.

Producent filmu zaś twierdzi, że opinia jest napisana prostym językiem, zrozumiałym dla każdego oraz, że Trump znany jest ze swych oświadczeń i zachowania od dekad, więc reguły nakazujące poddanie badanego bezpośredniej obserwacji nie są niezbędne. A rozpoznanie zaburzeń behawioralnych świadczących o niespełnianiu kryteriów zdrowia psychicznego nie wymaga „wnikania w czyjąś duszę”.
Tym samym maestro zwolnił z pracy swoich ekspertów.

Najzabawniejszy jest jednak filmik zwiastujący to dzieło, w którym Conway – manipulując twitem Trumpa – wspomina antyimigranckie represje jakie ponoć dotknęły jego i jego matkę, Filipinkę.
Można spaść z krzesła, jak Conway się „wzrusza”, „głos mu się łamie”, jest na granicy „szlochu”…
Cyrk na kółkach. Wziął przykład z Baracka Husseina Obamy, który takąż scenę odegrał przy okazji jakieś strzelaniny.
Poruszony Obama rzęsiście ronił łzy na samą myśl o tym, że Amerykanie mają dostęp do broni. On miał (i ma) zaledwie dostęp do dziesiątków uzbrojonych po zęby agentów federalnych.

Ale nie o Obamie miało być, tylko o trzecim w kolejności (po córci Claudii i żonie Kellyanne), najbardziej znanym członkiem rodziny Conwayów: Jerzym.
To proszę sobie zobaczyć tę komedię…

 

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powiązane posty

Tam gdzie ich miejsce.Wycinek z "Polski Zachodniej", organu propagandy śląskich sanatorów.
Dinesh D’Souza: Can you blame them?Dinesh D'Souza pyta czy można ich winić? Tak. Ale nie za to, że opuszczają Kalifornię. A za to, że infekują socjalizmem inne stany
Parler daje oznaki życia.Wszystko wygląda na to, że John Matze może zacytować Marka Twaina: "The report of my death was an exaggeration" ("Pogłoska o mojej śmierci była (...)